Graham Masterton to jeden z najpopularniejszych pisarzy. Jego książki z gatunku grozy są kultowe. Jego najnowszym dziełem jest „Fobia”.
Bardzo dużo powieści stworzył Graham Masterton, a nawet jeżeli ktoś nie czytał żadnej, to na pewno gdzieś słyszał nazwisko popularnego pisarza. Osobiście nie miałem dużej styczności z jego twórczością, a „Fobia” to dopiero druga książka, którą miałem okazję przeczytać. Niestety stwierdzam, że nie mam szczęścia do tego autora.
„Fobia” to książka wybrana przez grupę #Ocotylekrzyku na grudzień. Wraz z jej członkami zmierzyłem się z najnowszym dziełem Mastertona.
Doktor Peter Ross to ceniony psychiatra i autor bardzo kontrowersyjnego programu leczenia. W jego terapii biorą udział mordercy, którzy popełnili zbrodnie przez własne fobie. Biorąc udział w tym leczeniu, unikają oni pobytu w więzieniach. Nie wszystkim to się podoba.
Podczas próby pokonania swojego lęku, jedna z pacjentek doktora ginie w wybuchu bomby. Podejrzewa się, że to wcale nie ona była celem. Eksplozja miała miejsce w mieszkaniu Rossa, a w chwili wypadku nie było go tam. Poszlaki wskazują, że Peter był celem, bo jego śmierć mogłaby przerwać program.
Policja bierze na celownik pacjentów doktora, bo w końcu oni nie są tacy krystaliczni, a brak postępów leczenia może skutkować powrotem za kratki. Peter Ross też stanowi pewną zagadkę, bo jego metody terapii są bardzo kontrowersyjne. Kto stoi za zamachem na doktora? Czy zamachowiec uderzy ponownie? A może przeszłość lekarza lub jego pacjentów ma kluczowe znaczenie do rozwikłania zagadki?
„Fobia” to bardziej thriller niż książka grozy. Tym razem Masterton chciał zabawić się ludzkim umysłem i jego lekami. Do czego tak naprawdę jest zdolny człowiek, będący pod presją, która jest dla niego nie do przeskoczenia? Lęk może uderzyć w każdego z nas i to na tyle mocno, że całkowicie nas paraliżuje.
Masterton zmusił swoich bohaterów do stawiania naprzeciwko samemu strachowi. Z czasem okazało się, że nie tylko ich fobia jest dla nich śmiertelnym zagrożeniem.
Autor miał bardzo dobry pomysł na powieść. Powyższe akapity wskazują na mocne podstawy, które powinny dać dobrą książkę. Niestety nie tym razem. Autor dość szybko wypłaszcza historię, więc po zaledwie ćwiartce książki jesteśmy w stanie bardzo dużo się domyślić, co będzie dziać się w dalszej części fabuły.
Dobrze napisane postaci policjantów, czy przyzwoicie doktora mieszają się z mocnym uproszczeniem w postaci pacjentów. Do tego jeszcze dochodzi bardzo oklepana i przewidywalna fabuła. Największym plusem tej książki jest to, że nie jest ona gruba. Masterton szybko dąży do finału, który jest – przynajmniej dla mnie – mocno niezrozumiały.
Po „Bazyliszku” spodziewałem się trafić na coś lepszego spod pióra tak zacnego mistrza. Niestety trafiam na drugą jego naprawdę słabą książkę. Trudno mi w niej znaleźć plusy.
Moja ocena: 3,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz