Siedmioletni Szymon czeka na powrót rodziców z wielkiego miasta. Ale nie doczekał się ich, bo oboje giną w wypadku samochodowym. Chłopiec trafia pod opiekę babci, która po wielu latach staje przed konsekwencjami swoich dawnych wyborów.
Jakub Małecki to pisarz, którego zaczynam coraz bardziej doceniać. To jego książki sprawiają, że zaczynam coraz bardziej lubić literaturę piękną. Po przeczytaniu „Święta ognia” i „Obiektów głębokiego nieba” musiałem sięgnąć po kolejną powieść tego autora.
„Rdza” opowiada o losach Szymona i Tośki, wnuka i babci, których los nie oszczędzał. Mały Szymon stracił w wypadku samochodowym obydwoje rodziców. Został pod opieką babci, która sama nie miała łatwego życia. Jej młode lata wypadły na czasy II wojny światowej.
Ta książka to podróż przez życie Szymona, która dorasta i zaczyna stawać przed coraz trudniejszymi wyborami. Z czasem może dojść do momentów, w którym jego przyjaźń zostanie poddana wielkiej próbie. A może ona kosztować nawet marzenia.
Z kolei w przypadku Tośki mamy tutaj przeszłość i teraźniejszość. Musimy poznać wcześniejsze lata życia kobiety i to, z czym musiała się zmierzyć, aby lepiej zrozumieć jej postępowanie na późniejszym etapie książki.
Jakub Małecki kolejny raz zbiera nas po wspaniałej podróży, jaką jest jego książka. Pisarz bardzo umiejętnie potrafi swoją twórczością dotknąć serce czytelnika. I przy okazji „Rdzy” nie brakuje treści, które wpływają na uczucia czytającego.
W tej powieści cała akcja toczy się wokół dwojga bohaterów, którzy są rodziną, ale są jakby zupełnie na innych planetach. Na obu tych postaciach ciąży przeszłość, ale obydwoje inaczej odczuwają swój ból i inaczej go przechodzą. Oczywiście nie brakuje tutaj odpowiedniego wprowadzenia, aby lepiej zrozumieć Szymona i Tośkę. I kolejny raz Małecki potrafi świetnie rozłożyć historię swoich bohaterów tak, aby wybrzmiały odpowiednio w konkretnej chwili.
„Obiekty głębokiego nieba” postawiły poprzeczkę bardzo wysoko, dlatego miało to też wpływ na to, jak oceniłem „Rdzę”. I przy tej książce wydaje mi się, że jest mniej takich mocnych momentów, przy których nie da się „przejść obojętnie” przez czytany tekst. Samo zakończenie książki jest mocne, ale wydaje mi się, że przy innych powieściach Małeckiego, towarzyszyła mi jakaś dłuższa refleksja, która przeciągała się na kilka dni. Przy tej powieści aż tak tego nie odczuwałem. Choć i tak uważam ją za bardzo dobrą historię.
Moja ocena: 8,0/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz