Rin jest sierotą wojenną, która trafia do zastępczej rodziny. Nie jest kochanym dzieckiem, tylko tanią siłą roboczą. Kiedy przybrani rodzice planują wydać ją za mąż, dziewczyna postanawia wziąć los w swoje ręce. Jedyną nadzieją jest dostanie się do szkoły wojskowej.
„Wojna Makowa” to początek trylogii, w której śledzimy losy Rin, jednej z najbardziej naznaczonych bohaterek w historii literatury. Rebecca F. Kuang debiutowała tą powieścią i na zawsze wpisała się w kanony literatury z gatunku fantastyki. W końcu i ja sięgnąłem po tę książkę, którą mi polecono w ramach akcji 12 książek na 12 miesięcy.
Rin jest sierotą wojenną, która trafia do rodziny zastępczej do spokojnej prowincji. Nie czuje się kochana, ani wyjątkowo zżyta z nowymi rodzicami. Jednocześnie toczy spokojne życie, choć niewiele pamięta z własnej przeszłości. Po latach jej rodzina ma plany wobec niej, a mianowicie chcą wydać dziewczynę za mąż. Z tym kompletnie nie zgadza się Rin, która chce wreszcie wziąć los w swoje ręce.
Jedyną nadzieją dla niej jest dołączenie do elitarnej szkoły wojskowej, ale aby to zrobić, musi ona dokonać niemożliwego i zaliczyć egzaminy. Ba, nie tylko musi je zaliczyć, ale również osiągnąć wybitne oceny. Udaje się jej to osiągnąć, ale jeszcze nie zdaje sobie ona sprawy z tego, że to wcale nie był najtrudniejszy test w jej życiu.
W nowym miejscu Rin musi toczyć walkę o swoje, bo biedna dziewczyna trafia do szkoły, w której głównie są dzieci elit. Same nauki, rówieśnicy czy nauczyciele to dopiero preludium do tego, co los zgotował dla dziewczyny. Musi ona zmierzyć się z wielką mocą, ale też ze swoją przeszłością i niepewną przyszłością w obliczu wielkiego zagrożenia.
„Wojna Makowa” to jest wspaniała książka. To powieść, która nie daje odpocząć czytelnikowi. Przez zabójcze tempo i wiele zwrotów akcji, wręcz sam czytelnik może poczuć się jak Rin, której towarzyszyła niemal nieustanna presja. Sama bohaterka jest niezwykle interesującą osobą i nawet zaryzykuje tezę, że nie ma tak drugiej charakternej postaci w innych książkach z każdego gatunku literatury. Jest to postać, którą się pokocha albo znienawidzi. Nie ważne, którą opcję wybierzesz, to i tak nie zmieni to faktu, że Rin jest tak napisana, że nie da się jej wyrzucić z głowy.
Sama powieść, która jest przedstawieniem losów dziewczyny, jest napisana niezwykle dobrze i bardzo wciąga czytelnika. Nawet te zwroty akcji nie są w stanie niczego zepsuć, a wręcz powodują, że chcemy jeszcze bardziej pochłaniać kolejne strony powieści. Los i Rebecca F. Kuang niezwykle mocno naznaczyli Rin, która nie zwariowała chyba tylko dzięki swojej niezwykłej psychice i sile woli. To, jak ona jest doświadczana w pierwszym tomie, jest nie do ogarnięcia. To trzeba przeżyć samemu.
Długo zastanawiałem się nad oceną tej książki, bo w zasadzie „Wojna Makowa” nie ma wad. Dla mnie jest to niezwykła książka, mega wciągająca i jest to kwintesencja fantastyki. Do tego autorka nie bała się poruszać trudnych tematów, które rozwijają się wokół wojny. Tego nie będę mocniej rozwijać, bo to jest też fragment, który każdy powinien przeczytać, sam przeżyć i przetrawić go w swojej głowie.
Jedynie małe „ale” mam do końcówki, która już zaczęła mocno zdradzać, że cała historia nie skończy się na jednym tomie. Prawdopodobnie jakbym nie przeczytał pewnej książki, która dla mnie w tym roku jest najlepsza, to dałbym tutaj 10/10. Choć sam nie wiem, czy do końca roku nie zmienię zdania i nie dam fulla.
Moja ocena: 9,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz