„Kosiarze” Neala Shustermana zabierają nas do przyszłości, w której sztuczna inteligencja panuje nad porządkiem świata, a ludzi omija śmierć. Ludzkość stała się nieśmiertelna, ale nie może zapominać o przeszłości. I właśnie tutaj pojawiają się kosiarze, którzy jako jedyni mogą dokonać „zbioru”.
Powyższy wstęp brzmi bardzo interesująco. Neal Shusterman stworzył ciekawy koncept, choć mi nieco znany z innej książki. Ale o tym napiszę więcej po przeczytaniu wszystkich części, bo ta seria ma cztery tomy. Wróćmy do „Kosiarzy”.
W dalekiej przyszłości udało się ludzkości pokonać śmierć, a nad wszystkim czuwa Thunderhead. Jest to sztuczna inteligencja, która pomaga ludziom, sama stanowi władzę i tylko nie ingeruje w pracę Kosodomu. Kosiarze zrzeszeni w nim są „poza systemem”, ale jednocześnie są bardzo ważni dla całego społeczeństwa. To na nich spoczywa rola odbierania życia.
Jest to konieczne dla zachowania odpowiedniej świadomości przemijania i tego, aby nie przeludniła się planeta. Choć na kosiarzach spoczywa niezwykle trudny obowiązek, to istnieją tacy, którzy czują się jak celebryci dzięki wielu przywilejom.
Wszystko może zmienić dwójka młodych adeptów – Citra i Rowan, którzy zostają zabrani ze swoich domów i pod okiem kosiarza Faradaya pobierają nauki i jedno z nich w przyszłości zostanie członkiem Kosodomu, a drugie wróci do domu. Tak miało być pierwotnie, bo nawet tych młodych ludzi sięgną macki korupcji i wpływów konklawe kosiarzy. Dopiero tam dwójka bohaterów zostanie postawiona przed niezwykle trudnym zadaniem, którego stawką będzie życie i śmierć.
Choć opis tej książki brzmi naprawdę zachęcająco, a Neal Shusterman miał naprawdę ciekawy pomysł na książkę, to akcja powieści ma mocno nierówne tempo. Początkowo poznajemy nowy świat, jego zasady, jak działają kosiarze i jakim respektem są darzeni przez resztę społeczeństwa. Widzimy też mroczniejsze strony tej powieści oraz to, jak wygląda przygotowanie na bycie nowym kosiarzem.
Jednak jeżeli coś zaczyna się dziać w tej książce i wydaje się, że wreszcie akcja przyspieszy, to za chwilę dostajemy hamulec. Rozumiem, że jest to książka skierowana głównie do młodzieży. Podoba mi się to, że nie ma tutaj długich rozdziałów, więc bez żalu można sobie przed spaniem na spokojnie przeczytać rozdział do poduszki albo dwa. To na pewno ułatwia planowanie czytania. Jednocześnie nieco boli mnie to, że ta książka momentami jest pisana za prosto, za łatwo, za delikatnie.
Tak w zasadzie to więcej akcji dostajemy w połowie książki oraz podczas jej ostatniej części. Wtedy faktycznie chcemy sami czytać więcej z tej historii i poznać jej zakończenie. I właśnie sama końcówka nieco podratowała ocenę, bo jednak przy „Kosiarzach” cały czas brakowało mi jakiegoś czynnika zapalającego we mnie chęć do czytania więcej, bez większych przerw. A tutaj nawet było mi lepiej przeczytać trzy, cztery rozdziały i zrobić sobie przerwę na coś innego.
Niestety dla Shustermana miałem przyjemność kilka lat temu przeczytać „Futu.re” Dmitry'ego Glukhovsky'ego, które bazowało na podobnej tematyce powieści. Tamta książka jest bardziej brutalna, skierowana do starszego czytelnika i ona sprawiała, że chciało się przeczytać całość od pierwszej do ostatniej strony. W przypadku „Kosiarzy” czegoś takiego nie czułem, a dopiero końcówka mnie bardziej zainteresowała.
Aby lepiej i uczciwiej ocenić pomysły obydwu autorów, to muszę jeszcze poznać następne tomy z serii „Żniwa śmierci”. Liczę na to, że kolejne będą lepsze, bo na ten moment pierwszy tom jest dobrą książką, ale nie rozumiem jej aż tak dużego fenomenu.
Moja ocena: 7,0/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz