Marta Bijan to autorka kojarzona z wieloma książkami skierowanymi do młodzieży, ale zachwycali się nimi również dorośli. Do tej pory przeczytałem tylko jedną książkę tej pisarki, a teraz sięgnąłem po jej zbiór opowiadań.
Marta Bijan to autorka, o której dużo słyszałem. Jest wiele osób zachwyconych jej twórczością. Do tej pory przeczytałem jedną jej książkę. „Nocne godziny” to była ciekawa powieść, choć tak bardzo mnie nie porwała. Tam ocenę ratowało przede wszystkim świetne słuchowisko.
Tym razem sięgnąłem po zbiór opowiadań, który został wydany już ponad pięć lat temu. Niestety nie jestem wielkim fanem takiej formy książek, ale postanowiłem kolejny raz zmierzyć się z nimi.
Całość składa się z dziesięciu opowiadań, w tym z tytułowego „Domy i inne duchy”. Praktycznie każde z opowiadań zaczyna się dość spokojnie, a czytelnik dostaje czas na to, aby wchłonąć się w daną część książki. Spośród tych, które najbardziej zapamiętałem, są: „Seans Laury” opowiadający o pracownicy kina, która w pracy jest sumienna i „regularna”, ale przydarza się jej coś dziwnego; „Złe miejsce” o pisarzu, który szuka inspiracji i wyjeżdża do małego miasteczka wraz z żoną, która doznaje tajemniczej metamorfozy; oraz „Wyspa, która wyskoczyła z morza” opowiadająca o facecie w łódce, który zaczyna wariować na otwartym morzu.
Powyższe opowiadania zapadły mi w pamięci, ale nie oznacza to, że one same i całość mnie jakoś urzekły. Na pewno trzeba oddać autorce to, że starała się budować staranie swoje opowiadania. Praktycznie każde zaczyna się dość spokojnie, daje czas czytelnikowi na poznanie nowego fragmentu książki. Po czym zaczyna się rozkręcać akcja, z szybkością zależną od długości opowiadania. Zwykle same zakończenia są najmocniejsze, ale jednocześnie pozostawiają spore pole do przemyśleń dla samego czytelnika.
Całość spina się w ostatnim tytułowym opowiadaniu „Domy i inne duchy”, które łączy wszystkie wątki fabularne ze wszystkich wcześniejszych opowiadań. W zasadzie to jest jedyna rzecz, która sprawia, że chce się zacząć czytać wszystko od początku. Przynajmniej takie odczucie miało większość czytelników. Ja się do nich nie zapisuję.
Nie chcę być bardzo źle odbieranym, ale ja po prostu mam bardzo duże wymagania do opowiadań. Wynika to głównie z tego, że lubię wczuwać się w książkę, którą czytam. Zapamiętuje naprawdę bardzo dużo z fabuły (może poza imionami bohaterów) i mam długo w głowie ogólny zarys fabuły. Problem mam z tym, że w opowiadaniach mamy zbyt częsty przeskok do innej postaci, innego miejsca, czasem innych czasów. Przez to dane opowiadanie musi mieć naprawdę bardzo dobrą głębie, aby mnie pochwyciło. W innym wypadku jest to dla mnie nastrajaniem się co chwila, co nie wpływa dobrze na moją ocenę książki.
I tak też było z „Domami i innymi duchami”. To nie jest zbiór opowiadań, który mnie porwał. W zasadzie tylko te dłuższe udało mi się lepiej zapamiętać i zostawiły one we mnie jakiś ślad. Szkoda tylko, że niemal każde opowiadanie miało dość otwarte zakończenie. Wydawało się, że jest ono zostawione dla domysłu czytelnika. Żeby sam sobie dopowiedział zakończenie. Na koniec okazało się, że tak do końca nie jest. I chociaż finalne opowiadanie ma przesłanie i wiele wyjaśnia, to nie zmienia to ogólnego mojego obrazu.
Moja ocena: 5,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz