30 kwietnia 2026

„Wykwintne zwłoki” – najgorsza książka roku?

„Wykwintne zwłoki” to książka opowiadająca o seryjnym mordercy, który był gejem i sam zabijał gejów. Po śmierci „oddawał cześć” ciałom, aż w końcu wpadł w sidła policji. Tylko chwilowo.

Ta powieść jest uważana za jedną z najbardziej kontrowersyjnych książek grozy lat 90. XX wieku. Książka, która przekracza pewne granice i moim zdaniem mocno autorka (a później autor) mocno przesadził.

„Wykwintne zwłoki” to książka, która miała być obrazem pokazującym, jak działa seryjny morderca, co go kieruje do zbrodni i co siedzi w jego głowie. Do tego autorka (potem przeszła zabieg zmiany płci) z głównych bohaterów swojej powieści zrobiła gejów. To dodatkowo miało – chyba – zaszokować czytelników i opinie krytyków.

Na początku książki poznajemy Andrewa Comptona, który jest seryjnym mordercą. Z czasem udaje się go złapać i osadzić w więzieniu. Pierwsza część tej książki jest ciekawa i przedstawia nam tego bohatera, jego myśli, uwielbienie dokonywanych czynów oraz czci ciała, które często jest pozbawione jakiejś swojej części. Tutaj jeszcze ta cała historia ma ręce i nogi. Wszystko zaczyna się później psuć…

W kolejnej części tej historii przenosimy się w zupełnie inne miejsce i tam poznajemy innego geja-mordercę, który – podobnie jak Andrew – zabija innych młodych homoseksualistów. Tutaj dostajemy papkę sadomasogejopedofilo czegoś, co szokuje i masakruje czytelnika. Tony tekstów z dokładnymi opisami stosunków i często tego, co potem drugi z głównych bohaterów robił ze zwłokami.

Tak w zasadzie to w tym momencie ta książka przestała mieć spójną fabułę. Zrobiła się papką gejów, którzy wzdychają do młodych chłopców i mają złamane serca. Ta książka jest z lat 90. XX wieku, więc oczywiście jest tutaj poruszony również wątek AIDS wśród homoseksualistów. Nie wiem, czy ta środkowa część powieści miała być jakimś manifestem, ale wyszedł z tego wniosek na przestanie czytania tej książki dla wielu czytelników. Przynajmniej ja w to wierzę.

Z ciekawej historii „Wykwintne zwłoki” przemieniają się w mocne gejowskie porno z elementami grozy (jeżeli można ją tak nazwać, choć grozą jest czytanie tej książki). Wszystko to zmierza do finału, który – co ciekawe – znowu staje się w miarę zjadliwą treścią.

Po wielu stronach napisanych nie wiadomo o czym autorka przypomina sobie o tym, że ta książka powinna mieć jednak fabułę. Czyli okazuje się, że „Wykwintne zwłoki” to książka, która ma jakiś wstęp i zakończenie. Tylko całość ma ok. 300 stron, więc w zasadzie 250 jest nie wiadomo o czym.

Nie wiem, czy ta książka miała być jakimś manifestem, a może miała być tylko kontrowersyjna. Trudno mi to powiedzieć. Jak dla mnie jest to niezwykle słaba książka i sam siebie podziwiam za to, że udało mi się dotrwać do końca. W dobie dzisiejszych czasów i tego, co się dzieje w świecie z LGBT, to ta powieść jest mocnym policzkiem dla tego środowiska.

Szczerze? Nie polecam. Chyba że chcesz spróbować się, czy dasz radę wytrzymać z treścią tego nietuzinkowego dzieła.

Moja ocena: 1,0/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz