8 maja 2026

„Dzieci Czasu” – ludzkość musi walczyć z własnymi… dziećmi

„Dzieci Czasu” to powieść, która zabiera nas w bardzo daleką przyszłość. Ziemia umiera i ludzkość musi ją opuścić, aby poszukać nowego domu. Podróż odbywa się śladem poprzedników, którzy technologicznie i nie tylko przewyższali swoich następców. W mrocznym i pustym kosmosie pojawia się cień nadziei.

Okazuje się, że jest planeta bardzo podobna do Ziemi. Są tylko dwa problemy. Pierwszy, jest ona zamieszkała przez inteligentne pająki. A drugi, to system obronny planety, zostawiony przez przodków. Aby móc spróbować zawalczyć o tę planetę, to potrzebny jest czas. Tylko kto na nim lepiej skorzysta? Ludzie czy pająki?

Adrian Tchaikovsky to pisarz, z którym wcześniej nie miałem do czynienia. Wystarczył mi tylko opis jego książki i od razu wiedziałem, że muszę przeczytać „Dzieci Czasu”. Ten pisarz stworzył naprawdę bardzo wciągającą powieść. Czytałem o nim, że potrafi świetnie wplątywać w swoje dzieła pająki lub/i inne robactwa. Jednak to, co zrobił przy tej pozycji, było niesamowite. Przekroczył wręcz moje oczekiwania.

Wracając do fabuły zaczętej we wstępie, poznajemy tę niby mądrzejszą i bardziej rozwiniętą ludzkość oraz jej pomysł na program. A w zasadzie to eksperyment w kosmosie. Nie dochodzi do niego, bo może i tamci ludzie stali się bardziej inteligentni i rozwinęli naukę, ale nie wyeliminowali jednego – konfliktów. To sprawia, że ludzkość się cofa w rozwoju i potem musi podążać śladem starożytnych. A w międzyczasie ich dzieło zaczyna brnąć swoim tokiem ewolucji.

I w tym momencie dostajemy od autora podział miejsca akcji. Na przemian śledzimy losy ocalałych ludzi, którzy szukają miejsca na nowy dom oraz obserwujemy rozwój nowej rasy inteligentnych pająków. Z jednej strony otrzymujemy rozdziały pełne obawy o przetrwanie, ryzykownych decyzji oraz nieporozumień, które mogą doprowadzić do klęski ostatnich przedstawicieli naszego gatunku. Z drugiej strony Tchaikovsky zaprasza nas do zapoznania się z historią pająków oraz ich ewolucji od czasów ich wczesnego rozwoju. Wszystko przez ich powolne zmiany, trochę na wzór ludzkich kolei losów, które znamy z lekcji historii, aż po opisy przemian, sposobu porozumiewania się i budowy klas społecznych.

To jest genialna sprawa, bo autor zbudował nie tylko nowy świat, ale pochylił się nad wieloma aspektami: biologicznymi, możliwym rozwoju pająków (i nie tylko), sposobu formowania przez nich miast, klas społecznych, formowania własnych praw. Czytanie o tych pająkach było niezwykle interesujące i z każdym kolejnym rozdziałem czytelnik łykał je, patrząc z ciekawością na to, co wymyślił Tchaikovsky.

Ta powieść to nie tylko pająki, choć widziałem opinie, że czytało się lepiej części ich historii, niż tę o ludziach. Tutaj jestem innego zdania, bo w tym wszystkim autor nie zaniedbał drugiej strony. Ludzie też musieli iść do przodu. Nasza cywilizacja też osiągała pewne postępy i szła do przodu. Choć i tutaj – znowu – nie uniknęła nieporozumień i konfliktów. Autor zestawił obraz człowieka, który jest zagubiony, ma świadomość tylko jedynej szansy na przetrwanie i w zasadzie może podążać tylko w jednym kierunku. W naszym gatunku jest pewien problem, bo może i wszyscy chcą iść w tę jedną stronę, ale każdy w inny sposób.

„Dzieci Czasu” to naprawdę świetna powieść, w której autor mocno się napracował, tworząc nową rasę pająków oraz stworzył – jak dla mnie – świetny obraz człowieka, który osamotniony w kosmosie chce przetrwać za wszelką cenę. Trudno było mi oderwać się od tej lektury i uważam ją za jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałem w 2026 roku.

Wszystko dlatego, że Tchaikovsky swoją pracą spowodował, że jego wyobrażenie ludzkości w przyszłości oraz nowego inteligentnego gatunku zmusza czytelnika do myślenia. W głowie pojawia się masa refleksji, a momentami sami nie wiemy po czyjej stronie powinniśmy stanąć.

Moja ocena: 9,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz