„Mroczne letnisko” to moja pierwsza książka od Anny Klejzerowicz. Fabuła toczy się wokół zbrodni, jak została popełniona na Kaszubach. W prehistorycznym kamiennym kręgu zostaje zamordowany młody chłopak. Wiele śladów wskazuje na działanie sekty.
Książka „Mroczne letnisko” trafiło na moją półkę jako prezent. Okazało się, że jest to drugi tom serii. Na szczęście jest na tyle napisany, że nie potrzebna była znajomość pierwszej części, aby nie czuć się zagubionym w trakcie czytania kolejnej. Brakuje tylko poprzedniego wątku między głównymi bohaterami, ale nie jest on konieczny do poznania recenzowanej powieści.
Na Kaszubach dochodzi do brutalnego mordu. Na prehistorycznym kamiennym kręgu dokonano rytualnego zabójstwa młodego chłopaka. Było to w lesie niedaleko małej miejscowości, która niegdyś była miejscem wypoczynku dla turystów. Nina Kiryłło i Eryk Morski z trójmiejskiej gazety ruszają na miejsce, aby stworzyć artykuł dla swojego działu historycznego. Z różnych rozmów zaczyna wynikać, że ta zbrodnia mogła wcale nie mieć nic wspólnego z dawnymi wierzeniami.
Miejscowi nie za bardzo przepadają za emerytowanym nauczycielem, który jest miłośnikiem tematyki dawnych wierzeń i żyje w jednym z domów w tej małej mieścinie. Po rozmowie z nim i mieszkańcami dwójka dziennikarzy zaczyna odkrywać, że to zabójstwo wcale nie musiało mieć podtekst satanistyczny.
„Mroczne letnisko” to książka z ciekawym motywem, ciekawy pomysł na miejsce akcji, które automatycznie buduje nieco mroczny klimat. Zbrodnia w sąsiednim lesie przy kamiennych kręgach, wioska z opuszczonymi ośrodkami turystycznymi, lokalna społeczność znająca wszystko i wszystkich oraz traktująca obcych z ostrożnością. Jest wiele elementów, które już na wstępie pachną na dobrą podwalinę pod powieść.
Tylko jest jedno dość duże „ALE”. Autorka zadbała o to, żeby jej bohaterowie przy okazji odkrywania tajemnicy małej mieściny, mocno „przegadywali” treść powieści. Jest w niej masa dialogów, z czego przynajmniej połowa niepotrzebna. Bohaterowie rozmawiają zbyt wiele razy o sprawach zupełnie nieistotnych. Wygląda to trochę tak, jakby autorka chciała przenieść do książki niemal cały dzień i każdą rozmowę z życia Niny i Eryka. Początkowo to było nieco zaskakujące, ale myślałem, że ma to tylko nadać klimatu. Jednak im więcej było takich rozmów, tym robiło się to coraz dziwniejsze.
W samej treści w jednej scenie jest dość duża nieścisłość. Główna bohaterka wychodząc z domu zostawiła w nim telefon. Parę linijek później, kiedy sprawdza godzinę, to spogląda na telefon, który podobno zostawiła. Jest to błąd, który nie został wyłapany przez redakcję. Może nie jakoś bardzo znaczący, ale wyraźny, bo w międzyczasie inna osoba próbowała się do niej dodzwonić i nie mogła, bo smartfon został na stole.
Samo rozwiązanie zagadki i finał był dość szybki, ale też dość oczywisty. Jeżeli czytelnik czytał uważnie powieść, to można odnaleźć ważne wskazówki nieco szybciej. Aby tak całkiem nie zdradzać fabuły, to nie napiszę, gdzie ono może się znajdywać, choć osobiście przez nie dość szybko domyśliłem się zakończenia.
Podsumowując „Mroczne letnisko” to powieść z ciekawym pomysłem na zagadkę kryminalną, ale niestety jest ona mocno przegadana. Tak jakby dodatkową fabułą próbowano nieco rozciągnąć całą powieść. A w dodatku sama książka ma 240 stron, z których prawie połowę można było sobie darować przez przydługie dialogi nieprowadzące do niczego. Przez to wychodzi całość dość średnio. A szkoda, bo autorka przygotowała się z tematyki wierzeń oraz było czuć, że zna miejsce akcji (dobrze opisane). Tego nie mogę skrytykować, ale do tego wszystkiego jednak dodano zbyt wiele niepotrzebnych zdań i rozmów między różnymi bohaterami.
Moja ocena: 5,0/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz