28 maja 2026

„Marsjanin” – jak przeżyć samemu na obcej planecie?

„Marsjanin” opowiada o pierwszej załogowej misji na Marsie, podczas której dochodzi do wypadku. Podczas burzy piaskowej ginie jeden z astronautów. Po niej załoga opuszcza planetę. Po ich odlocie okazało się, że Mark Watney żyje.

Samotny człowiek na obcej i samotnej planecie jest skazany na śmierć. Robi wszystko, aby przeżyć do przylotu kolejnej misji. Następna załoga przybędzie dopiero za dwa lata, a zapasów nie ma na tyle, aby móc przeżyć tak długo. Watney jest zmuszony do eksperymentowania i kombinowania. Musi spróbować przetrwać za wszelką cenę.

Na fali popularności filmu „Projekt Hail Mary” na podstawie książki Andy'ego Weira, sięgnąłem po inny tytuł tego autora, którego już dawno temu chciałem przeczytać. „Marsjanin” to powieść o facecie, który został sam na Marsie. I musiał walczyć o swoje życie.

Akcja toczy się w niedalekiej przyszłości. Ludzkość wysłała pierwszą załogową misję na Marsa. Podczas niej dochodzi do bardzo silnej burzy piaskowej, która zmusza załogę do przedwczesnego wycofania się z planety. Niestety nie obyło się bez strat. Wszystko wskazuje na to, że Mark Watney został poważnie ranny i zginął. Reszta astronautów opuszcza planetę w smutku i wraca w stronę Ziemi.

I w zasadzie w tym miejscu zaczyna się akcja książki. Watney był ranny, ale jakimś cudem udało mu się przeżyć. Nawet nie uszkodził kombinezonu na tyle, aby móc stracić tlen podczas wspomnianej burzy piaskowej. Mark wraca na miejsce bazy misji i sprawdza zapasy. Ma ich za mało, aby przetrwać. Najgorsze jeszcze jest to, że nie ma żadnego kontaktu z Ziemią…

Na szczęście Watney jest świetnym biologiem i inżynierem. To sprawia, że ma plan na stworzenie nowych zapasów. Jest też dobrze zaznajomiony ze wcześniejszymi misjami, a więc ma też pomysł na to, aby odzyskać kontakt z Ziemią. Choć początkowo wiele mu się udaje, to Mark nie unika błędów. Nie ma co się dziwić, bo został on zupełnie sam na martwej planecie, a ratunek może przybyć za bardzo wiele dni.

Andy Weir miał bardzo ciekawy pomysł z umieszczeniem samotnego bohatera na obcej planecie. Do tego autor nie skupiał się na stworzeniu narracji trzecioosobowej. Skoro mamy astronautę, który jest naukowcem, jest na misji, to wykorzystajmy do opisu wydarzeń książkowych jego prywatny dziennik. Mark Watney każdego dnia tworzy podsumowanie swojego dnia, co już na początek bardzo fajnie buduje napięcie i stawia nas dość jasno w jego sytuacji. Szybko mamy wyjaśnione, co się dzieje i jak należy działać.

Nie jest to żadna sztywna narracja, bo Mark to niezły śmieszek. Choć jest w dość beznadziejnej sytuacji, to nie opuszcza go poczucie humoru, które udziela mu się przy tworzeniu dziennika. Choć jest on w naprawdę tragicznej sytuacji, to dzięki jego pomysłom i chęci przetrwania, początkowo do końca nie odczuwamy powagi sytuacji.

Zacznijmy jeszcze raz – wyobraź sobie, że byłeś z grupą innych ludzi na obcym terenie. W gronie zawsze raźniej, ale nagle budzisz się innego dnia i nie ma nikogo wokół ciebie. Jesteś skazany tylko na siebie. Choć w głowie możesz mieć jeszcze to, że pomoc może skądś nadejść. Może nie od razu, ale na pewno kiedyś się pojawi. W przypadku bycia na obcej planecie ratunek jest niemożliwy. I Mark o tym wie.

I tutaj podoba mi się to, jak autor podszedł do tego problemu. Bo jakby faktycznie zacząć się zagłębiać w tym położeniu, to można byłoby wpaść w panikę. A tu mamy gościa, który cały czas myśli, planuje i działa. W ten sposób odsuwa od siebie najgorsze myśli.

Aby przetrwać, Mark musi dużo rzeczy robić, czasem wychodząc poza swoje kompetencje. Dlatego nie unika on wpadek, które skutkują różnymi zdarzeniami lub nowymi problemami. I po pewnym czasie to staje się nieco przewidywalne dla czytelnika. To jest dla mnie jedna większa wada tej książki. Szybko „uczymy się” Watneya i w pewnym momencie zaczynamy wewnętrznie przeczuwać, że może coś się stać nieoczekiwanego.

To nieco obniża ocenę „Marsjanina”, ale wciąż jest to dla mnie genialna książka. Kompendium wiedzy na temat przetrwania w niezwykle ekstremalnych warunkach, duża dawka humoru oraz niezwykle przemyślany marsjański świat stworzony przez autora. Naprawdę dobrze bawiłem się przy tej powieści i na pewno jeszcze sięgnę po kolejne od tego autora.

Moja ocena: 9,0/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz