15 lutego 2026

„Najmilsi”, czyli jak nie zwariować w Bytomiu

„Najmilsi” to książka, która zabiera nas do najmilszego miasta w Polsce – Bytomia. A konkretnie do pewnej bytomskiej kamienicy, w której od niedawna ma mieć swoje biuro Marcin Lorenc. Jest on byłym korespondentem wojennym, który miał w tym miejscu znaleźć spokój i napisać książką. Kluczowe słowo – miał.

Okazuje się, że od pierwszego dnia Marcin natrafia na wiele tajemnic, które skrywa budynek. A w ich rozwiązaniu pomagać mu będzie wróżka/sexworkerka (obie profesje na telefon), komputerowe nerdy, ekipa budowlana mająca nie tylko owocowe czwartki oraz… duch-narrator opowieści. A miało być tak miło…

Marcin Lorenc był bardzo znanym korespondentem wojennym. Był w wielu miejscach na świecie, ale przyszedł czas na spokojniejsze życie. Poświęcił się rodzinie i wziął na siebie obowiązek odchowania dzieci. Tylko one już dorosły. Aby nie zwariować w domu, miał on napisać książkę. W tym miało mu pomóc spokojne biuro w jednej z bytomskich kamienic. Tylko okazało się one nie do końca spokojnym miejscem.

Ledwo Marcin trafia do budynku, a już zostaje uwikłany w sprawę odnalezienia Juliana Ostaszewskiego. To właśnie on wcześniej był najemcą biura, w którym ma pisać książkę Lorenc i do tego był on wielkim fanem byłego korespondenta wojennego. Dziennikarz za namową Dominiki, która pracuje w kamienicy jako wróżka i sexworkerka na telefon, postanawia spróbować odnaleźć chłopaka. Albo chociaż jego ciało.

Okazuje się, że bytomska kamienica jest pełna zagadek i dość… oryginalnych ludzi. Lorenc z pomocą Dominiki musi sprawdzić podejrzane osoby, a w tym mogą mu pomóc inni pracownicy, w tym komputerowi nerdzi, tzn. programiści, ekipa budowlana na czele z szefową, która zna wszystkie owoce świata oraz były więzień. Ekipa, że hej. Czy uda się odnaleźć Julka? Albo chociaż nie zwariować?

A podobno Bytom, to najmilsze miasto w Polsce…

„Najmilsi” to bardzo oryginalny komediowy kryminał. Pierwotnie został napisany w formie audioserialu, a potem został przeniesiony na papier. Wojciech Chmielarz i Jakub Ćwiek napisali książkę, która wali po stereotypach, a momentami niby płytki humor jest bardzo… celny. Obaj pisarze wykazali się tutaj dość specyficzną linią humorystyczną, która albo trafi do czytelnika, albo odrzuci go od książki. Jestem w tej pierwszej grupie, bo podobało mi się to, co obaj autorzy stworzyli, pisząc w duecie. 

Inna sprawa, że cała historia jest dość chaotyczna, ale za to wciągająca. Im wydaje się, że bohaterowie są bliżej rozwiązania zagadki zniknięcia Juliana, tym akcja przyspiesza, ale zawsze wydarza się coś dziwnego. Autorzy dobrze wyprowadzają w pole czytelników, choć z czasem powoli można zacząć domyślać się, kto może stać za zniknięciem chłopaka.

Jak dla mnie jest to dość lekka lektura, wciągająca i szybko leci się z czytaniem. Nawet ten ogólny chaos nie przeszkadza w zrozumieniu tej historii. Był to dość zabawny kryminał, w którym nie zabrakło też absurdalnych sytuacji, które świetnie komponowały się z humorem powieści. Jest to naprawdę dobra książka, choć nie każdemu siądzie. Trochę tak jak przy „Dreszczu” Ćwieka – albo polubisz, albo znienawidzisz.

Moja ocena: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz