30 sierpnia 2026

„Dom Straussów” – klasyczny motyw horroru, który został nieco przerysowany

„Dom Straussów” to horror oparty na dość klasycznym motywie. Grupa przyjaciół przyjeżdża na wakacje do leśnego domu w Mikołajkach. Nie zdają sobie sprawy z tego, że te wakacje mogą być ich ostatnimi.

W lesie czai się pewien dziwny mężczyzna, który bacznie obserwuje przyjezdnych. W pewnym momencie jedna z par znika. Kiedy ruszają poszukiwania zaginionych, to zaczyna się prawdziwy koszmar.

Adrian Bednarek to autor, którego mogłem poznać przy okazji książki „Pokusa diabła”. Jest to seria o seryjnym mordercy, która ciągnie się przez kilka tomów. Tym razem pisarz chciał spróbować się w nowym gatunku. Choć zaczerpnął z motywów dość znanych, to jednak do końca nie kupił mnie w nowej formie.

Grupa przyjaciół przyjeżdża do domku letniskowego w Mikołajkach. Młodzi wpadają na pomysł smartdetoksu, który polega na schowaniu wszystkich smartfonów na czas turnusu. To oczywiście musi prowadzić do jakiegoś nieszczęścia.

Oczywiście prowadzi to do kłótni i podziałów, przez co przyjaciele zaczynają się rozdzielać. Dramat zaczyna się w momencie, kiedy jedna z par nie wraca na noc do domku. Reszta chce poszukać zaginionych w towarzystwie miejscowego chłopaka, który zna las i okolicę. Problem w tym, że nieznajomy dobrze zdaje się wiedzieć, co jest grane i jakie niebezpieczeństwo czyha w lesie.

Autor poszedł za klasykiem, w którym wsadził akcję do lasu i jako bohaterów wybrał grupę młodzieży. Wtedy pomyślałem, że pewnie wszystko pójdzie dość oczywistą linią czasu. Jednak wcale tak nie było. Bednarek pozwolił sobie na nieco więcej.

W tej książce dostajemy krwawe sceny, jest bezlitosny i zimny morderca, ale jest jeszcze coś, czego się nie spodziewałem. Motyw i działanie tego Złego był naprawdę zaskakujący. Nie będę go zdradzać, bo myślę, że każdy zainteresowany powinien sam to sprawdzić.

Jednak uważam, że autor przesadził nieco ze scenami wykorzystywania kobiet. Miało to związek z fabułą i musiało być z nią związane, ale w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że autor nieco przegina. 

Nie jestem sam bardzo zaznajomiony ze wszelkimi innymi slasherami, ale do końca mnie „Dom Straussów” nie kupił. Jeżeli ktoś chce dostać krwawą jatkę, to ją dostanie. Jeżeli wokół tego złego ma kręcić się jakaś tajemnica, która może wyjaśniać jego postępowanie, to tutaj też to się znajduje. Jest tutaj wiele elementów spinających się w ciekawą powieść, ale mnie do końca to nie kupiło.

To na pewno nie jest zły horror ani to nie jest żadna grafomania. Stylowo i fabularnie jest to nawet dobrze spięta powieść. Po prostu ona nie do końca trafiła w mój gust czytelniczy, dlatego uważam ją za książkę ze średniej półki.

Moja ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz