28 lipca 2026

„Depozyt” – warto sięgać po starsze książki

„Depozyt” Joanny Chmielewskiej to książka wydana pierwszy raz w 1999 roku. Wydaje się, że to nie aż tak dawno temu, ale „czuć w niej” tamtą Polskę. Mimo to ta powieść wcale się nie zestarzała i wciąż może być dobrze odbierana.

Henryk Karpiowski zrobił interes życia i ma w domu schowany pokaźny majątek. Niestety pewne okoliczności sprawiają, że musi on przekazać go w depozycie swojemu najlepszemu przyjacielowi – Sewerynowi Chlupowi. Chwilę po tym pierwszy z nich uczestniczy w poważnym wypadku samochodowym, w którym traci pamięć. Drugi umiera na udar. A co stało się z cennym depozytem?

„Depozyt” Joanny Chmielewskiej to bardzo lekka i przyjemna lektura. Jest ona komedią kryminalną, myślę, że tak można ją nazwać. Dość prosta w odbiorze i jest to pozycja, którą mogę polecić na czytelniczy zastój. Naprawdę dobrze bawiłem się, czytając tę książkę. Nawet mimo kilku dość stereotypowych wydarzeń czy postaci.

O czym jest „Depozyt”? Opowiada ona o Henryku Karpiowskim i jego rodzinie. Główny bohater dorobił się na pewnym interesie. W walizce ma dolary, diamenty i złoto. Wszystko trzyma w domu, ale do czasu. Do niego ma wpaść z wizytą szwagier, tylko problem w tym, że ma on… lepkie rączki. W obawie przed kradzieżą świeżo pozyskanego majątku Henryk postanawia ukryć walizkę z pomocą swojego najlepszego przyjaciela. Seweryn Chlup ma na jakiś czas wziąć depozyt i go bezpiecznie ukryć. Sprawa wydaje się prosta, ale dochodzi do nieszczęścia.

Henryk ulega wypadkowi samochodowemu. Mimo poważnego zderzenia udaje mu się przeżyć. Jest tylko mały szkopuł – zapada on w śpiączkę. Po przebudzeniu okazuje się, że stracił pamięć. Na szczęście Seweryn ukrył dobrze walizkę i czuwa nad przyjacielem. Niestety chwile po przebudzeniu Henryka dochodzi do kolejnego nieszczęścia. Pan Chlup dostaje wylewu i umiera, a to oznacza, że… nikt nie wie, gdzie jest depozyt? Rozpoczyna się komedia pomyłek w kierunku odnalezienia wielkiego majątku pana Karpiowskiego. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu czytelników „Depozyt” może być książką nieco przerysowaną, stereotypową i łatwą w odgadnięciu. Nie każda powieść musi być wielkim arcydziełem, napisanym bardzo poważną linią wydarzeń czy wykwintnym językiem. Przy dziele Joanny Chmielewskiej można się zapomnieć i mocno odprężyć. A takich książek też potrzebujemy. Takich, przy których możemy się totalnie wyluzować.

W zasadzie już napisałem dużą wadę tej książki – można się wielu rzeczy domyśleć. Inna sprawa to nieco powolne tempo wydarzeń. Autorka dokładnie opisuje to, co dzieje się w danej sytuacji. Przez to momentami wydaje się, że cała powieść nieco się ciągnie. Moim zdaniem to nie jest zły zabieg, szczególnie wtedy, kiedy wprowadza się dużo postaci. Poza panem Henrykiem i Sewerynem do gry wchodzą członkowie ich rodzin. Każda postać czymś się charakteryzuje, jest „wyraźna” na swój sposób i dość szybko możemy zapamiętać, kto jest kim.

Podobało mi się to, jak ta powieść była prowadzona. Początek nieco dramatyczny, a potem chaos poszukiwań i później dokładne planowanie jak odzyskać walizkę. Z jednej strony brzmi to dość banalnie, ale autorka dobrze wszystko poukładała. Z góry muszę podkreślić, że „Depozyt” nie jest jakimś wybitnym dziełem polskiej literatury. Jednak uważam go za dobrą książkę, którą można dość szybko przeczytać. Jest napisana prostym językiem, nie ma wielu zwrotów akcji i po prostu swoją lekkością jest idealna na przełamanie czytelniczego dołka.

Podobało mi się poczucie humoru zawarte w treści, nawet mimo „lekkiej infantylności” powieści. W wielu momentach można było wyczuć, że dane wydarzenie będzie jeszcze mieć coś na końcu, co nieco zmieni jego bieg. Nawet mimo łatwości w przewidywaniu przyszłych wydarzeń, to i tak mogę śmiało polecić tę książkę innym.

Moja ocena: 7,0/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz