17 października 2026

„Żniwo” – koniec wspaniałej przyszłości

„Żniwo” to trzeci i ostatni tom cyklu „Żniwa Śmierci”. Akcja książki toczy się chwilę po wydarzeniach z końca drugiej części. Świat zmienił się na zawsze po zatonięciu Wyspy Niezłomnego Serca.

Wszyscy kosiarze będący na wyspę zginęli bezpowrotnie. Wykorzystał to Goddard, który przejął władzę nad kosiarzami i zaczął wprowadzać własny porządek. Nie oznacza to końca ludzkości, bo pojawił się zbawca – Zgiełk. Czy wystarczy to przed ochroną ludzi przed chaosem?

Akcja „Żniwa” to niemal bezpośrednia kontynuacja poprzedniego tomu. Najważniejsi kosiarze zginęli bezpowrotnie na Wyspie Niezłomnego Serca, Citra i Rowan zostali uwięzieni na dnie oceanu, być może na zawsze, a całe zamieszanie wykorzystuje Goddard. Stał się on nowym przywódcą Kosodomu i wprowadza swoje zasady, które zaczynają akceptować inni. Może i są dobre dla kosiarzy, ale niekoniecznie dla ludzkości. Ją może ocalić tylko jeden człowiek.

Cały świat stracił możliwość rozmawiania z Thunderheadem. Niemal każdy został mianowany Bezmanierowcem. Okazuje się, że tylko jedna osoba ma z nim wciąż kontakt i znajduje się w… klasztorze Tonistów. Tylko Zgiełk rozmawia z Thunderheadem i tylko on może dać innym nadzieję i cel w życiu. Tylko czy to jest na rękę kosiarzom?

Thunderhead już wie, gdzie jest obszar, który był poza jego wzrokiem. Sztuczna Inteligencja ma pewien pomysł na to miejsce, ale najpierw musi zrealizować bardzo długi plan. Musi też pokierować odpowiednio pewnymi ludźmi, aby wszystko poszło po jego myśli. Nie jest to łatwe w świecie pogrążonym w nowych prawach kosiarzy.

Ostatni tom „Żniw Śmierci” od początku nie daje czytelnikowi złapać oddechu. Można się poczuć jak ktoś, kto obudził się po długiej śpiączce. Świat znany z poprzednich części mocno się zmienił. AI już nie pomaga ludzkości, tak jak wcześniej, a kosiarze poczuli się niemal jak bogowie. Jest tylko jedno światełko w tunelu, które może ocalić ludzkość.

Założenia do tej ostatniej części są dość oczywiste. Mamy jednych, którzy chcą sami rządzić i wziąć się za porządki wśród ludzkości, ale jest dla ludzi cień nadziei na lepszy los. Jak się można domyśleć, nie jest to na rękę pewnej grupy. I chyba tak najlepiej można w dużym skrócie napisać o „Żniwie”. Jest to tom mający jasne kierunki, ale jednocześnie jest dość łatwo przewidywalny. Praktycznie większość wydarzeń czytelnik jest w stanie przewidzieć. Początku książki służy nam na poznanie obecnego porządku, poznanie paru nowych bohaterów, a jak otrzymamy podwaliny, to dalej jesteśmy w stanie sami dużo przewidzieć. Choć jest pewna rzecz, która na koniec jest zaskakująca.

Nie chcę zdradzać więcej z fabuły, ale samo zakończenie jest naprawdę zaskakujące. Z jednej strony Neal Shusterman miał naprawdę ciekawy pomysł na zakończenie swojej trylogii. Niestety odniosłem wrażenie, że autor zbudował świetnie całą otoczkę trzeciego tomu, ale nieco kosztem wątku głównych bohaterów serii. Może to jest mały spojler, ale tak – Citra i Rowan powrócą. Nie zdradzę jak, ale ich wątki stały się bardziej dodatkiem do ostatniej części. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie, że ich wspólna historia została bardzo spłaszczona.

Z jednej strony otrzymujemy ciekawy pomysł na zakończenie całej serii, ale z drugiej strony zabrakło mi czegoś więcej w wątku Citry i Rowana. Tak jakby Shusterman bardziej skupił się na zamknięciu wszelkich wątków wokół, ale do miał żadnego efektu wow dla dwójki bohaterów.

Myślę, że wciąż mogę polecić całą serię, choć nie jest to taka bardzo „mocna” trylogia. Nie do końca rozumiem cały hype, jaki zebrała ta trylogia. Wydaje mi się być ona bardzo nierówna. Wciąż podtrzymuję, że w drugim tomie działo się najwięcej i była to najlepsza część. Pierwszy tom był mocno ospały, a ostatni post względem tempa czytania był naprawdę dobry, ale jednocześnie był bardzo przewidywalny. Całość jest całkiem ok, ale nie jest to coś, co wejdzie do kanonu fantastyki.

Moja ocena: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz