13 marca 2026

„Głód” – Bieszczady to nie zawsze dobry pomysł

A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Opcja bardzo kusząca, zwłaszcza dla dwójki nieznajomych, którzy udali się w ten górski rejon kraju. Bohaterowie książki „Głód” spotkali się przypadkowo, ale połączyło ich przeznaczenie kierujące ich do dziwnego pensjonatu.

Tomek i Natalia utknęli w jakimś pustkowiu. Niby w tym drewnianym domu są tylko oni i właściciele, ale mają wrażenie, że jest tu ktoś jeszcze. Dlaczego nie da się opuścić tego miejsca? I dlaczego mieszkający w nim ludzie są jacyś… dziwni?

Głównym bohaterem książki „Głód” jest Tomek. Od lat mieszka ze swoją dziewczyną, a od niedawna pracuje w fabryce. Nie jest to jego wymarzona praca, bo studnia nie kończył po to, aby robić fizycznie. Nie jest to jego wymarzone życie, bo zaczyna dostrzegać różnice między sobą, a niby najbliższą mu osobą. Aż wszystko pęka. W jednej chwili traci on pracę i dom. Jest w najgorszym momencie życia, więc czy może go spotkać coś gorszego?

Przypadkowo poznaje Natalię, która uciekła z domu. Wraz z nowo poznaną dziewczyną wyjeżdża w Bieszczady. W sam środek zimy, a podróż kończy się na włóczędze w śnieżycy po lesie i natrafieniu na tajemniczy pensjonat. Postanawiają w nim spędzić kilka dni, aż się poprawi pogoda. Podobno są jedynymi gośćmi, ale coś im nie pasuje.

Tomek ma wrażenie, że w tym pensjonacie jest ktoś jeszcze. Do tego dzieje się coś dziwnego, bo po wyjściu z niego idąc jakąkolwiek drogą, zawsze wraca się do tego samego budynku. A jeszcze sami gospodarze sprawiają wrażenie nieco dziwnych.

W końcu Tomek zaczyna powoli odkrywać prawdę, a ona okazuje się być niezwykle wstrząsająca.

Marcin Majchrzak miał bardzo ciekawy pomysł na książkę. Kto nie chciałby uciec w Bieszczady? Z dala od problemów, cywilizacji, zasięgu telefonu. Szkoda tylko, że sama akcja książki tak mało toczy się na zewnątrz. Ale ok, w końcu mamy tutaj tajemniczy pensjonat.

To też muszę pochwalić, bo autor naprawdę ciekawie zbudował aurę tajemnicy. Bohaterowie powoli odkrywają to, co się dzieje w tym miejscu. Czuć w powietrzu klimat niepokoju, trzyma nas w czytaniu ta nutka niepewności i chęć zbadania tego miejsca. Tylko wszystko zaczyna się psuć w momencie, kiedy Tomek już wie, o co chodzi. W tym momencie następuje tak gwałtowna i hardcorowa przemiana bohatera, że to mi bardziej popsuło tę książkę, niż podniosło jej ocenę.

Nie chcę za bardzo zdradzać fabuły. Rozumiem, że tutaj sami bohaterowie nie są jacyś krystaliczni. Do tego Tomek i Natalia znaleźli się w podobnej, choć słabej sytuacji i w ich przypadku aż się faktycznie chciało krzyknąć: rzucam wszystko i jadę w Bieszczady! Można nieco zwalać na ich niezrównoważoną psychikę. Jednak to, co się zaczyna dziać w kluczowym momencie „Głodu”, jest moim zdaniem nieco przesadzone.

Odniosłem wrażenie, że książka zmieniła się z klimatu przypominającego „Lśnienie” w coś a la „Martwe Zło”. Jest ta aura tajemnicy, sam bohater się zastanawia, czy mu nie odwaliło. A nagle sięga niczym Ash po broń i idzie wymierzać krzywdę złu. Rozumiem, miał być to krwawy horror z elementami brutalności. Do scen, w których były takie elementy, nie mam zastrzeżeń. Tylko kompletnie mi tutaj nie pasuje aż tak wielka przemiana bohatera. Głównie to mi w tej całej historii nie pasuje.

Moja ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz