28 stycznia 2026

„Inkub” – zapoluj na czarownicę, zanim ona zapoluje na ciebie!

Wielu czytelników literatury grozy uważa, że „Inkub” jest najlepszą książką Artura Urbanowicza. Muszę przyznać, że ten pisarz kolejny raz pokazał się ze znakomitej strony. Jego powieść jest świetna pod kątem atmosfery grozy i stopniowego odkrywania wielkiej tajemnicy.

We wsi Jodoziory zaczyna dziać się coś dziwnego. Najpierw umierają staruszkowie w dziwny sposób, nie działają tam telefony komórkowe, a potem dochodzi do dziwnego samobójstwa młodego policjanta. Śledczy będący na miejscu zaczyna podejrzewać, że ta śmierć nie jest przypadkowa. Prowadzi swoje śledztwo, które wskazuje na to, że za tymi wszystkimi zjawiskami może stać… czarownica.

Dwóch policjantów z wydziału śledczego podpadło. Za karę mają udać się do pomocy przy ewakuacji wioski niedaleko Suwałk. W Jodoziorach prawdopodobnie przez działanie podziemnej rudy metalu dochodzi do dziwnych zjawisk. Mieszkańcy muszą opuścić wioskę. Ale tu nie chodzi tylko o zagrożenie spod ziemi. 

W jednym z domów zostają znalezione spopielone zwłoki, ale ofiary nie zostały spalone. Ogólnie w tej miejscowości ostatnio zaczyna być nieciekawie, a lokalne patrole dostają zgłoszenia na temat przemocy domowej, dziwnych zachowań mieszkańców oraz prób samobójczych. Do tego jeden z młodych policjantów nagle popełnia samobójstwo.

Sprawę jego tajemniczej śmierci bada Vytautas Cesnauskis, policjant pochodzenia litewskiego, który dzień wcześniej podpadł komendantowi. Nie wierzy on w to, aby młody dzielnicowy sam targnął się na swoje życie. Im bardziej wchodzi on w historię Jodozior, tym zaczyna odkrywać więcej dziwnych wydarzeń z przeszłości. Do tego sam ma wrażenie, że w samej wiosce dzieje się coś dziwnego, a aurę czegoś złego niemal da się samemu wyczuć.

Vytautas dowiaduje się, że już w latach 70. XX wieku dochodziło tutaj do dziwnych wydarzeń, które nagle ustały. Wtedy wszyscy wskazywali na pewną starszą kobietę, która niedawno się wprowadziła do Jodozior. Mieszkańcy wierzyli, że ona jest czarownicą. Nikt nie wie, co się z tą kobietą stało. Czy faktycznie to wszystko jej wina? Czy wioska jest przeklęta? Jakieś zło czai się między domami? A może to wszystko tylko jakaś intryga, która ma zrzucić wszystko na czary?

Artur Urbanowicz stworzył bardzo klimatyczną powieść. Niemal od początku autor czaruje nas i przedstawia ciekawą historię małej wioski na Suwalszczyźnie. „Inkub” to druga książka, którą przeczytałem do tego pisarza i znowu podobała mi się za cały czas utrzymywaną atmosferę grozy. Od pierwszej do ostatniej strony czujemy się niemal jak bohaterowie chodzący po Jodoziorach. Może nie tak samo, ale wyczuwalny jest cały czas niepokój i czekamy, aż coś w nas wreszcie uderzy.

Kolejny raz Urbanowicz dobrze zbudował swoją książkę, w której stopniowo odsłania rąbek tajemnicy dotyczący Jodozior. Autor skacze między rozdziałami zawierającymi akcje z przeszłości oraz teraźniejszości. A nawet jak już poznamy całą historię tego miasteczka, to wciąż nie znamy wszystkich odpowiedzi.

„Inkub” to książka, która zmusza czytelnika od analizy. Sam parę razy złapałem się na tym, że zaczęły mi myśli uciekać i wraz z Vytautasem, próbowałem odkryć tajemnicę Jodozior i poszukać kluczowych odpowiedzi dla śledztwa. Urbanowicz bardzo dobrze poukrywał najważniejsze informacje, ale dawał cały czas wskazówki czytelnikowi. Dopiero dochodząc do finału, zaczynamy zauważać, że przegapiliśmy istotne informacje, które wcześniej nie wydawały się być tak istotne.

Ta powieść jest naprawdę ciekawie zbudowana. Sam finał może jest nieco szybki, ale znowu zostawia duże pole do przemyśleń dla czytelnika. Choć może mi tak do końca nie spodobało się zostawienie tak dużego pola dla czytelników, ale może znaleźć się wiele osób, które będą zadowolone z finału książki.

Moja ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz